sobota, 20 lutego 2016

Rozdział pierwszy

Pewien czas temu postanowiłam po raz drugi zabrać się za pisanie w tematyce Słodko Flirtowej. Na pierwszy ogień poszedł fanfick o Natanielu i Mei, który możecie tutaj znaleźć, choć obecnie go nie kontynuuję. Tym razem główną bohaterkę zapragnęłam sparować z Lysandrem. Inna historia, acz wciąż nawiązująca do tematyki pamięci. Planowo postanowiłam uczynić je zdecydowanie krótszym niż poprzednie. Zamierzam je zamknąć w okolicy pięciu rozdziałów, jeśli dobrnie do końca. Dotychczas publikowałam je na forum, mając jednak sporą przerwę odkąd dodałam ostatni z nich, postanowiłam je przenieść na blog, by nawet znikając stamtąd pozostało dostępne dla innych chętnych czytelników. Tak więc, zapraszam do lektury~!
     Znacie to uczucie? Wpatrzone oczy, cichy śmiech, szepty, które od czasu do czasu były na tyle głośne by móc usłyszeć jak ludzie względem siebie potrafią być okrutni. Nie należałam nigdy do osób, które szczególnie przejmowały się opinią innych. Potrafiłam bronić swoich racji, chociaż zwykle by szczędzić sobie nerwów, po prostu ignorowałam takie zaczepki. Nie widziałam głębszego sensu by wdawać się w dyskusje z osobami mającymi rozbieżny do tego stopnia, względem mojego, system wartości. Byłam inna. Nie wyróżniałam się z tłumu w sposób szczególny, ale nie wliczałam się w krąg roztrzepanych, rozgadanych, kompletnie zadufanych w sobie nastolatek. Kolejnym mankamentem mojej osoby było to, że gram na skrzypcach. I tu problem, skąd ja się urwałam? Tak naprawdę miało to dla mnie dwojakie znaczenie. Grałam od najmłodszych lat bo lubiłam, od zawsze miałam sentyment do melancholii ich dźwięku. Grałam także, ponieważ mój przyjaciel z dzieciństwa to sobie ukochał. Dodawał mi motywacji, robiłam to więc i dla niego. Naprawdę nie rozumiem takiej powierzchowności. Trzymałam się na uboczu z tymi, którzy bardziej pasowali do mojego świata. W dużych miastach, rywalizacji między sobą i egoizmu jest znacznie więcej. Przeprowadziłam się tu cztery lata temu, zdążyłam zatem już zaakceptować tą rzeczywistość.
     Z dezaprobatą zmrużyłam oczy, gdy po raz kolejny papierowa kulka trafiła mnie w ramie. Na litość, jesteśmy w liceum. Jak długo można się tak dziecinnie zachowywać? Odruchowym ruchem nogi wmiotłam ją pod ławkę. Kiedyś już tym sposobem zostałam zaprzęgnięta do sprzątania sali po zajęciach. W dodatku, w towarzystwie osoby, która sama bałaganu narobiła. Nie miałam ochoty tego powtarzać, tym bardziej, że na przerwę zarezerwowałam sobie dyskusję z przyjaciółką. Dziś mam też zajęcia z gry więc nie mogłam poświęcić jej czasu po zajęciach. Wychodząc z sali zlustrowałam bałagan panujący na korytarzach. Porozstawiany po kątach sprzęt, stoły, krzesła. Zbliżała się wigilia szkolna. Co prawda pozostał do niej jeszcze niemal miesiąc, ale przygotowania rozpoczynano zawsze dużo wcześniej. Tak czy siak, wizja zbliżających się świąt owocowała dobrym nastrojem. Miały swój magiczny klimat. Śnieg, choinka, prezenty, błyszczące ozdoby w witrynach sklepów. Uśmiechnięta na tę myśl, skierowałam pospiesznie kroki po schodach.
     - Mei! Zatrzymaj się.
Dziewczyna przystając stopień nade mną, niemal cisnęła we mnie, niesioną przez siebie kartkę papieru. Odbierając ją od niej, wbiłam wzrok w pismo.
     - Pilnuj swoich spraw sama, a nie każ innym ich załatwiać za ciebie.
Kątem oka dostrzegłam jak krzyżuje dłonie na piersi oczekując pokłonów. Zignorowałam ironiczny ton mówczyni, lustrując ocenioną poprawę sprawdzianu.
     - Dziękuję - skwitowałam krótko acz łagodnie.
Prychnęła jedynie, nie ukrywając w spojrzeniu antypatii do mojej osoby.
     - Na twoim miejscu nie biegałabym po schodach mając "to" na sobie. Jeszcze się potkniesz.
Wyminęła mnie gwałtownym ruchem, uderzając swoim ramieniem o futerał od skrzypiec. Nie wiem na ile faktycznie chciała spełnienia własnych słów, ale sądzę, że nawet ona nie miała akurat na myśli takiego obrotu sprawy. To był moment. Zachwianie równowagi, ostatecznie dwie torby mnie przeciążyły. Zdążyłam jedynie zmiąć kartkę poprzez chwycenie tej, która zawiniła jej bardziej. Jakaś część mojego serca, ponad normę chciała jej chronić. Ponieważ, spotkamy się jeszcze. Prawda? Kilka stopni w dół. Ta ławka i jej kant. Może, gdyby nie przygotowania, wtedy by tam nie stała. Skończyłoby się jedynie poobijaniem. Uderzyłam o nią tyłem głowy. Spod zmrużonych oczu zobaczyłam jak sprawczyni zdarzenia zakrywa dłońmi usta. W pobliżu zrobiło się nadzwyczaj cicho, choć kilka sekund później poczułam ból na tyle silny, że straciłam przytomność.

     Ludzie mówią, że w takich momentach otacza ich całkowita ciemność. Ciemność widzimy zawsze, gdy zamkniemy oczy i gdy nie mamy snów. W pierwszym przypadku nasz umysł jest przytomny dlatego zdajemy sobie z niej sprawę. W drugim zaś, zdaje się ona istnieć, choć nie mamy dowodów. To takie zawieszenie, gdy w głowie nic się nie dzieje. W mojej nic się nie działo bardzo długi czas. Była ta wyimaginowana ciemność, brak jakichkolwiek obrazów. Dopiero później przyszły momenty w których zdawało się, że słyszę szum. Niby głosy, ale tak niewyraźne i odległe iż nie mogłabym ich określić w żaden inny sposób. W końcu poczułam drżenie własnych palców, dotyk gładkiego materiału pod nimi. Zacisnęłam mocniej powieki, a wtedy dookoła rozległ się głośny jak dla mnie, nieprzyjemny dźwięk. Jednocześnie coś koło mnie raptownie zmieniło pozycję. Uchyliłam powolnie oczy, rozmazany świat nabierał w kolejnych sekundach odpowiednich konturów. Jakaś kobieta wpatrując się we mnie popadła w szloch następnie chwytając mnie w ramiona. Nie wiedziałam co się dzieje, ale chciałam ją od siebie odepchnąć, otoczył mnie kompletnie nieznany do tej pory lęk.
     - Proszę mnie zostawić! Kim Pani jest? - słabym głosem wyrzuciłam z siebie dwa zdania.
Ostrożnie zwolniła uścisk patrząc mi teraz prosto w oczy. Miała zmęczony wyraz twarzy, lekko podpuchnięte powieki.
     - Mei, kochanie... dlaczego o to pytasz? Jesteś moją córką.
Mei? Zdezorientowana rozejrzałam się po pomieszczeniu, dostrzegając zaraz popodpinaną do mnie aparaturę. W drzwiach pojawił się przywdziany w biały fartuch mężczyzna uciszając urządzenie. Co się stało?
     - Dlaczego jestem w szpitalu?
Skierowałam pytanie do dwójki znajdujących się w pokoju osób. Niepokój zdaje mi się przemknął nie tylko przez mój głos, ale i po twarzy mężczyzny. Chociaż nie tak głęboki jak u kobiety.

     Byłam w śpiączce około półtora miesiąca. Miałam w szkole wypadek podczas którego spadłam ze schodów i uderzyłam się w głowę. Diagnoza zapadła szybko, cierpię na amnezję wsteczną. Moje wspomnienia zniknęły. Kompletny reset. Nic nie pamiętam, chociaż to podobno chwilowe i z czasem odzyskam pamięć. Mimo to czuję się fatalnie...
     Oparłam głowę o zimną szybę samochodu przez moment obserwując przesuwający się za nią otulony bielą śniegu krajobraz. Ponoć jesteśmy już blisko domu, ale ja nie znam tej drogi. W lusterku przy przednich fotelach odbijały się twarze - mężczyzny, który prowadził i siedzącej obok niego kobiety, która co jakiś czas odwracała się by zaszczycić mnie łagodnym spojrzeniem. Moi rodzice - choć gdyby nikt mi o tym nie powiedział, nie zdawałabym sobie z tego sprawy. Przymknęłam z westchnieniem oczy. Tak naprawdę, nie wiedziałam nawet jak się nazywam. Jednak czy znajomość własnego imienia jest wystarczająca? Kim jestem?
     Zatrzymaliśmy się na podjeździe przed domem w którym mieszkam. Wysiadłam z pojazdu oglądając każdy szczegół tego miejsca z nadzieją, że przypomnę sobie chociaż najdrobniejszą rzecz. Bez skutku. Tata otworzył bagażnik wyciągając z niego torbę, z moimi rzeczami. Oplotłam się dłońmi uzbrojonymi w dwu palczaste rękawiczki pocierając nimi ramiona. Temperatura dawała się we znaki.
     - Chodźmy do środka - mężczyzna z uśmiechem roztrzepał ręką moje włosy - Zrobię nam zaraz kakao.
Zabawnym jest być oprowadzanym po własnym mieszkaniu. Mama poszła ze mną zanieść bagaż, pokazując przy okazji gdzie jest mój pokój czy toaleta w ogóle. W zachowaniu względem mnie poinstruował ich wcześniej lekarz. Myślę, dla nich także musiała być to ciężka sytuacja. Udało mi się jednak na chwilę zostać samej. Przykucnęłam przy torbie wypakowując jej zawartość. Chciałam chociaż trochę się usamodzielnić. Samej dowiedzieć się chociażby co trzymam i w jakiej szafie. W oczy rzucił mi się stojący przy jednym z mebli, czarny futerał. Podniosłam go rozpinając zamek by sprawdzić zawartość.
     - Grałam na skrzypcach?

     Rozsiedliśmy się przy stole popijając wcześniej wspominane przez mojego rodziciela kakao. Ciepły, słodki napój pieścił podniebienie w idealny sposób. Idealny do tej pory roku.
     - Smakuje ci?
Skinęłam głową w odpowiedzi na pytanie taty.
     - Zawsze wolałaś to, które ja robię - zaśmiał się - W wykonaniu mamy podobno jest zbyt mdłe.
     - O, przestań. Robię takie jakie mi smakuje - kobieta naburmuszyła się w żartach - Wasza dwójka ma wypaczone genetycznie kubki smakowe.
Tym razem to ja się zaśmiałam. Chociaż wciąż ciężko było przyswoić sobie fakt, że jesteśmy rodziną. Czułam się troszkę jak osoby, które dowiadują się, że są adoptowane i po latach poszukiwań odnajdują swoich biologicznych rodziców by się z nimi spotkać. Tak wyglądałoby to spotkanie? Chociaż, z drugiej strony, oni mnie znają, to ja nie znam ich. Gadaninę przy stole przerwał dźwięk dzwonka do drzwi.
     - Otworzę - zaoferowała się mama - To pewnie Sophie.
Odprowadziłam ją wzrokiem, gdy odchodziła od stołu. Sophie była moją przyjaciółką z liceum. Podobno, gdy byłam w śpiączce często dzwoniła i wypytywała o mój stan, odwiedziła kilka razy. Kiedy dowiedziała się, że jestem wypisana i wracam do domu, zapowiedziała, że przyjdzie.
     - Będzie dobrze, wie co się wydarzyło - mężczyzna położył swoją dłoń na mojej chcąc dodać mi otuchy.
Kiedy dziewczyna zawitała do zajmowanego przez nas pomieszczenia, na jej twarzy dostrzegłam niepewny uśmiech.
     - Masz ochotę na kakao?
Starałam się oddać tą mimikę najradośniej jak potrafiłam, wstając z krzesełka i podchodząc zaraz do kuchennego blatu.

     - Więc nie wrócisz przez najbliższy czas do szkoły?
Pokręciłam przecząco głową przypatrując się zawodowi jaki sprawiam jej w ten sposób.
     - Będę miała lekcje w domu, muszą sprawdzić najpierw jak ma się moja pamięć i popracować nad nią. Na normalnych zajęciach materiału miałabym znacznie więcej, tak póki co będzie okrojony.
Dziewczyna wygięła usta w podkówkę, dopijając do końca sporządzony przeze mnie napój.
     - Jak ja bez ciebie wytrzymam w tej dziczy?
Uśmiechnęłam się delikatnie na te słowa. Nawet jeśli instynkt samozachowawczy w takiej sytuacji mówi aby być ostrożnym bo nie wiem kim ona jest, czego się po niej spodziewać i na ile ufać, zdaje się, byłyśmy sobie bliskie.
     - To nie potrwa wiecznie. Prędzej czy później wrócę, tym bardziej, że kontakt z ludźmi z otoczenia jest mi niezbędny.
Sophie odstawiła kubeczek i zamrugała kilkakrotnie po czym klasnęła w dłonie.
     - Wiem!
     - Co wiesz? - zdziwiona czekałam na rozwinięcie tematu.
     - Skoro kontakt z ludźmi jest ci niezbędny, może odwiedzisz nas tak po prostu? Rekreacyjnie, żeby posiedzieć. Zaopiekuję się tobą. Zadbam zwłaszcza żeby żadna osoba pokroju Risy się do ciebie nie zbliżyła - zrobiła proszącą minę, niemal jak u szczeniaczka.
O ile jej propozycja wydała mi się całkiem sensowna, samej zależało mi przecież na jak najszybszym powrocie pamięci, tak uwagę przykuła również wzmianka o dziewczynie.
     - Kto to jest Risa? - uniosłam odruchowo jedną brew.
Ewidentnie zbiłam ją tym pytaniem z tropu. Wyglądała jakby powinna na czas ugryźć się w język, a powiedziała o kilka słów za dużo.
     - Oh. Ile wiesz o swoim wypadku? - zapytała z wahaniem.
     - Spadłam w szkole ze schodów. Uderzyłam głową o ławkę i tyle.
Dziewczyna skrzywiła się lekko.
     - Tak, to prawda. Nie spadłaś jednak z tych schodów bez powodu, Risa cię zepchnęła. Obecnie zawiesili ją.
Czego jeszcze się dowiem? Rozmowa z przyjaciółką nagle zdała mi się być nadzwyczaj interesująca. Rodzice zapewne nie chcieli dodawać mi kolejnych zmartwień, dlatego zachowali ten fakt dla siebie. Nie wszystko na raz, gdy znalazłam się w takiej sytuacji. Brak pamięci zdawał się tu być dostatecznie dużym problemem. I był. Dzięki ci Riso za reset. Kimkolwiek jesteś. Zironizowałam w myślach.
     - Mei, nie przestraszyłam cię tym? Przyjdziesz mimo to?
Wyrywając się z letargu spojrzałam na Sophie.
     - Tak, myślę, że mimo wszystko nie będą przecież trzymali mnie w zamknięciu.
Wstałam pospiesznie z łóżka kierując się do wcześniej już ciekawiącego mnie instrumentu.
     - Słuchaj - wydobyłam go z futerału pokazując towarzyszce - Czy ja na tym grałam?
Obróciła się w moją stronę unosząc kąciki ust ku górze.
     - Czyli jednak coś pamiętasz? Grałaś! I to jak - rozentuzjazmowała się na dobre.
     - Nie pamiętam, ale skoro je mam...
Widząc moją niepewność wbiła wzrok w przedmiot mojego zainteresowania.
     - Spróbuj!
Machinalnie zaczęłam je pakować na tę reakcję.
     - Nie, nie dziś. Boję się... że tego też nie pamiętam - przytuliłam je to piersi jakby były najdroższą mi rzeczą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz